• Wpisów:7
  • Średnio co: 101 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:09
  • Licznik odwiedzin:1 572 / 810 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Denerwuje się sama na siebie. Uczę się serio. A nic mi nie idzie. Kulam wczoraj fizyke ponad godzinę. Dzisiaj napisałam kartkowke i myślałam że poszło mi super. Miałam nadzieję ze będę miała ta 4. I co? 2. Serio się wkurwilam. Wiem że ta szkoła ma poziom, ale jest ciężko. Nie chodzi o to ze jest tego dużo ale ze wszystko jest trudne. Moja klasa ma super dobry poziom. Załapałam już 3, 2 i 2-. A dopiero co skończył się wrzesień. Moja mama też jedzie mi strasznie po ambicji. Doprowadza mnie to do szału. Poniedziałek bym chujowy, ale dzisiejszy dzień przeszedł sam siebie. Słucham monologu matki o tym jak nic nie potrafię. Zaraz pewnie będę płakać. To tyle co u mnie. Musze wziąść się w garść i przestać palić. Przestać bezsensowanie wychodzić z domu w tygodniu żeby powiedzieć na ławeczce przy piwku i papierosku. Może źle wybrałam. Może całe poważne zadanie jakie miałam przez ostatnie pół roku zjebalam.


  • awatar Gość: ło aleś ty tu karyniła :( dobrze, że już tego tu nie robisz, chybaś trochę zmądrzała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Naprawdę cieszę się ze koniec wakacji. Te wakacje były pojebane. Nigdy nie cieszyłam się ze wakacje się skończyły, ale w tym roku tak. Teraz przez to cieszę się z jesieni. Byłam wczoraj w rosmanie i zrobiłam zakupki. Wypatrzyłam też parę ładnych rzeczy ale nie mam pieniędzy. Potem trochę się uczyłam. Ogarnęłam francuski, pół angielskiego. Dzisiaj czeka mnie jeszcze fizyka i trochę angielskiego. Chciałamjechać jeszcze do kina. Może wyciagne rodzinke.
Wczoraj byłam z W., moja nowa supi koleżanka z klasy i R. W piątek cały wieczór pisałam z R. Siedziałam z przyjaciółmi a pisałam z R. Pilnuje żeby sie w nim nie zakochać. Bo skończy się tylko zazdrością kłótnia i złamanym sercem. Na razie jest okej.





 

 
Wczoraj był super dzień. Chyba najlepszy od koncertu w Pradze. W ogóle zamówiłam już bilety na The 1975 w Pradze. Zastanawiałam się jeszcze nad Paryżem bo wiem że dojazd różnymi komunakcjami byłby przygoda, a ja lubię takie przygody. Ale pewnie wyszło by dużo kazy. Więc już okej, moze być ta Praga. Dzień chłopaka wyszedł super. Chłopcy naprawdę dobrze się bawili. Kubki to był super pomysł. Mamy zajebista wychpwawczynie tylko szkoda że w połowie pierwszej klasy się zmienia. Mamy z nią na Messengerze grupe, chce z nami otwierać kabaret. Po szkole poszłam z koleżanką na kebsa i lody. Jak na ogół zawsze gadalam ze nie lubię kebaba to od sierpnia mi się to zmieniło. Potem przyjechala do mnie P. poszliśmy do D., poszliśmy z nim po mentole i białe wino. D. ma 18. Nie musi jak ja mieć specjalnych sklepów w których może kupować zaopatrzenie. Jedno wino na trzy to nie jest dużo. Ale zaczęliśmy tańczyć, śpiewać śmiać. W sumie długo u niego siedziałam. Potem odprowadzal mnie i przez przypadek wdepl w żabę. Jak mu było przykro ze ja zabił. Lubie to w nim ze jest wrażliwy. Dzisiaj mam w planach zaraz iść na miasto kosmetyczka lumpy rosman biżuteria lody. Potem wychodzę z koleżankami jak wyjdzie. I muszę jeszcze ogarnąć naukę. Miała wczoraj jeszcze spine z moja bff ale po paru godzinach się pogodzilismy. Lubię to w naszej przyjaźni ze jak mam coś nie pasuje wyjaśniamy sobie to i potem nigdy do tego nie wracamy.




 

 
Napisałam wczoraj długi wpis. O D., o W., ale się nie dodał. Chuj. Jutro dzień chłopaka a ja się lekko wkurwiłam, bo niektóre rzeczy się posypały. Plus lekka spina z laskami. Ale spędziłam miło dzień i jutro mam nadzieje, że też będzie miło, szykuje się jakieś ognisko albo coś takiego. Mam nadzieje, że impreza hallowenowa też wyjdzie. Zapowiada się też w miarę pracowity weekend. Muszę ogarnąć polski i francuski. Przydało by się jeszcze matematykę, ale to skutecznie omijam, zlewam i jestem w tym całkiem dobra. Jeszcze wybrała bym się na zakupy. Zdaje sobie sprawę, że te wpisy są nudne... Moje życie teraz stanie się monotonne, taka rutyna. Szkoła, nauka, najbliżsi przyjaciele, rodzice, parę tripów. Jedyne co na razie jest ciekawe to nowa klasa. Odrywam to jeszcze, kto jest jaki, z kim można pogadać, kto jest dobry w sekretach, z kim można się pośmiać. Wrzesień zleciał taaaak szybko. Cieszę się, że jutro piątek.




 

 
Zabieram się za pisanie tego już od godziny. Ciągle ktoś pisze coś chce. O 20 skończyłam się uczyć mój mózg już nie funkcjonuje. Serio. A to dopiero wrzesien. To dopiero początek. Boję się trochę, bo już mi sie nie chce. Byłam dzisiaj z moimi laskami na obiedzie po szkole. Pogadalismy ale żadna z nas nie miała humoru. Zapisałam się na wolontariat. Jutro widzę się z najlepszym przyjacielem. W ogóle martwię się o niego. I jestem zestresowana. Miałam dzisiaj zrobić tyle rzeczy i nic nie zrobiłam. Może jutro się uda. Nie mam już dzisiaj siły. Jutro postaram się napisać więcej. Jack Kilmmer to ideał. Bardziej idealny jest może tylko Tom Odell.




 

 
Tata podwiózł mnie do szkoły. A często mam na późne godziny. Informatyka która zleciała aż za szybko. Chemia która trwała za długo. Potem parę lekcji. Szybki powrót autobusem do domu. Szybki obiad. Szybkie umówienie się z najlepszą przyjaciółką. Obie na lekach czyli niestety bez piwka. Parę papierosów. Długie rozmowy o przyszłości, paczce, nowej klasie. Pisanie do kolegi, ale niestety nie mógł wyjść. Nie wiemy co rozszerzać... Nie wiem czego oczekiwać od przyszłości. Nie mam chorych ambicji, wiem, że z niektórymi rzeczami nie dam sobie rady. Oprócz tego nie wiem co z naszą paczką. Rok temu o tej porze nasza paczka była niezniszczalna. Ogniska, imprezy. Teraz już chyba nie istnieje. Nowa klasa jest okej. Jest fajnie, bo akceptujemy siebie nawzajem, na razie nie ma zawiści. Kiedy mamy powiedzieć coś o sobie, nie boje się. Jadę na weekend w góry z rodzicami i dziadkami. Wezmę prysznic, spakuje się, odrobię lekcje i może nawet obejrzę jeden odcinek serialu. Mam wrażenie, że w klasie mam parę fajnych lasek które nadają się na koleżanki, jeden chłopak z matfizu mieszka parę domów od mojego, wydaje się supi. Chyba będzie dobrze.




 

 
Wiem, że to pierwszy wpis i powinno być coś o mnie, ale nie mam nic do powiedzenia. Jestem przeciętna i jestem beztalenciem.
Od paru dni męczy mnie przeziębienie. Byłam wczoraj w aptece i kupiłam trochę leków. Wieczorem wzięłam acatar w tabletkach czy coś takiego. Tak mnie zamuliło, że zasnęłam o siódmej i spałam do ósmej dzisiaj. I tak miałam na jedenastą ale pojechałam wcześniej. Otwarcie pierdolonego stadionu na którym potem trzeba będzie biegać. Moje przyjaciółki są chore, ale leżą w łóżkach. Wkurwia mnie to bo ja też mogłabym leżeć i użalać się nad tym, że mam katar ale po co? Trzeba mieć twardą dupę nie? Ich nie było, więc pokręciłam się z losowymi osobami, najpierw stadion, potem papieros w parku, szkoła, znowu stadium, aula, papieros. Od około tygodnia mam tą samą paczkę papierosów, ograniczyłam trochę palenie. Może to też, że w mojej nowej klasie palą może z cztery osoby, a w starej około szesnaście. Przynajmniej dzisiaj nie miałam matematyki. W ogóle od początku roku miałam dwie matematyki dopiero, zawsze nam odpada. Bałam się tej nowej szkoły a nie jest źle. Szkoła jak szkoła. Klasa jest spoko, a na wycieczce integracyjnej to w ogóle zaszaleliśmy. Ciągle poznaje nowych ludzi. Lekcje do piętnastej, krótka podróż autobusem. Teraz rozważam albo acatar i znowy trzynaście godzin snu albo film. Nie czuje jeszcze tej nauki. Na razie jest w porządku. Chociaż może jest to związane z tym, że zamiast iść na coś z przyszłością ja jestem na humanie.
  • awatar Głupie Lesby: Chyba wybrałabym film, nie lubię się na ogół faszerować lekami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›